Droga

zatopić się czasem
w bezkresie ramion
spłonąć w oczyszczającym ogniu
co spala mą aksamitna duszę
skropić pełne ideałów czoło
kroplą wody z której się niegdyś narodziłem
być życiodajnym potokiem
co rzeźbi na piasku krajobrazy niecodzienne
ciepło Twych dłoni uczyniło ze mnie wiatr
co biega wśród kwiatów beztrosko rosnących na łące

czasem wystarczy
tylko jedno
ALLELUJA

Profesorze (z dedykacją dla prof. M.B.)

profesorze
z plecakiem pełnym próbek świeckości
i konsekracji
w skale życia wiecznego kopiesz kilofem swojego wyboru
zakładasz kask modlitwy i zapalasz latarkę
rozświetlającą tunele Twojego niecodziennego życia
profesorze
z Księgą Miłości w dłoni
uczysz nas jak podążać za światłem wiecznie płonącej Latarki
uczysz nas jak być Policjantem Pana
uczysz nas jak być geologiem życia świeckiego